Czysta jak woda źródlana

i zawsze gotowa służyć Służebnica Boża

Matka Teresa Cortimiglia

Założycielka

Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek od św. Klary

 

Wstęp

Matka Maria Teresa od Jezusa Cortimiglia jest jednym z tych wspaniałych kwiatów wydających zapach cnót, jakie pojawiły się w połowie ubiegłego wieku i rozsiewały wspaniałą woń świętości w Archidiecezji Monreale. Jest darem Boga dla Kościoła, szczególnie dla starożytnej Archidiecezji Monreale. Jest stworzeniem umiłowanym i wybranym przez Boga dla nas, by ukazywać wszystkim ludziom nieprzemijające orędzie.

Biagia (Błażeja), takie imię otrzymała a chrzcie, urodziła się w Corleone 7 lutego 1867 roku, piątego dnia Oktawy Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny czyli Ofiarowania Pana Jezusa w Świątyni jerozolimskiej – święta Matki Bożej Gromnicznej.

Ileż jest podobieństw między Tajemnicą tego Święta i misją Matki Teresy pośród ludzi!

Najświętsza Maryja Panna ukrywała głęboko pod nieprzeniknioną zasłoną tajemnicę Bóstwa i wielkości Jezusa, jaką niebo odsłoniło przed nią. Przyjmując tę tajemnicę Maryja podobna jest do pokornej córki Izraela.

Bóg działał w sercu małej Biagi, przyciągał ją mocno do siebie, gdy ona już jako dziecko zamykała się w sobie jak w pancerzu ciszy i skupienia. Nic szczególnego nie wyróżniało jej wówczas spośród jej rówieśnic.

Maryja nigdy nie myślała, że Bóg kiedykolwiek zerwie welon, który ukrywał niemożliwą do pojęcia wielkość Matki i jej Boskiego Syna. Również Biagia nie przewidywała, że zostaną odsłonięte tajemnice działania Boga w głębi jej duszy.

Maryja w ciszy wchodzi do Świątyni jerozolimskiej i przechodzi pośród ludzi, którzy nic nie wiedzą o łaskach i przywilejach złożonych przez Boga w jej sercu. Biagia wchodzi w ciszy na wzgórze Zbawiciela w Corleone ukrywając się w tłumie, który nie rozumie darów, jakimi Bóg ją obdarza.

W czasie przejścia Maryi z Jezusem pośród zdziwionego tłumu stary Symeon wielbi Boga, prosi o Dzieciątko i bierze Je na ręce, rozpoznaje w Nim Zbawiciela narodu, Światło świata i Znak sprzeciwu.

Na wzgórzu Zbawiciela w tłumie, który przybył na otwarcie zakładu opieki, Służebnica Boża, Matka Maria Róża Zangara, jak magnes przyciągnięty przez swoje pole magnetyczne, niby nowy Symeon, znajduje drogę zbliżając się do Biagi: Ty będziesz moją córką – mówi – od tej chwili należysz do mnie; będziesz mieć imię Siostra Teresa, jeszcze więcej, od tej chwili będziesz Matką Teresą. Matka Zangara rozdziera więc zasłonę przyszłości. Matka Teresa będzie czystą hostią, która pozwoli Chrystusowi, Najwyższemu Kapłanowi złożyć siebie w ofierze za zwycięstwo Kościoła i zbawienie ludzkości. Stanie się światłem dla wielu ludzi, którzy dzięki niej, szczerze skruszeni i pełni ufności, odnajdą drogę powrotu do Boga. Będzie znakiem sprzeciwu i pośród nieskończonych i niewypowiedzianych przykrości da Kościołowi Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek św. Klary.

Pod koniec życia Matka Teresa napisze: Matka Zangara była dla mnie jakby telefonem od Boga: wszystko, co mi przepowiedziała, spełniło się w niezwykły sposób.

Maryja idzie do Świątyni ni po to, by szukać, lecz aby przynieść oczyszczenie całemu światu. Matka Teresa wstępuje do Córek Miłosierdzia i Krzyża i zostaje posłana przez Założycielkę, Matkę Marię Różę Zangara do Salemi, Castellammare, św. Caterina Villarmosa, Montelepre, Carini i wszędzie tam, gdzie było konieczne przyniesienie oczyszczenia, odnowienie przestrzegania reguły, nadanie prawdziwego oblicza życiu zakonnemu, oczyszczenie ducha młodego Zgromadzenia według wskazówek Matki Zangara.

Ofiarowanie Pana Jezusa w Świątyni i spotkanie ze starym Symeonem jest tajemnicą zapoczątkowującą macierzyńską misję Maryi: ukazywania Jezusa, dawania Jezusa czyli zbawienia ludziom, ofiarowania się z Jezusem Ojcu niebieskiemu za zbawienie grzeszników. Spotkanie Biagi z Matką Zangarą było momentem rozpoczynającym misję, do której Opatrzność Boża przeznaczała Matkę Teresę. Jako ofiara i hostia ofiaruje się razem z Jezusem na ołtarzu codzienności, by powstrzymać sprawiedliwość Bożą i wyprosić miłosierdzie dla grzeszników.

W przeżywaniu tej tajemnicy Pan Jezus i Jego Matka uczą heroicznego posłuszeństwa Bożemu prawu, jak pogrzebać pod kamieniem pokory to wszystko, co mogłoby wzbudzić w nas samouwielbienie, jak odrzucić wszelkie pozory ukazując ducha poświęcenia będącego autentycznym sprawdzianem miłości.

Matka Teresa przekazuje ludziom to samo orędzie, które nie traci nigdy na aktualności: Całkowite poddać się w duchu wiary świętemu prawu Boga, dzisiaj jeszcze bardziej lekceważonemu, przekraczanemu i odrzucanemu przez zbyt wielu ludzi ze śmiałym zuchwalstwem (Paweł VI, 30.11.1966); żyć pokorą wypełniając swój obowiązek, by bardziej być niż działać; pilnie uczestniczyć w cierpieniu Chrystusa.

Orędzie to ukazuje wszystkim ludziom jej pokorna osoba, jako wielkiej córki Kościoła i Archidiecezji Monreale.


O. G. Guccione

Postulator

 

Narodziny i dzieciństwo

Biagia Cortimiglia urodziła się w Corleone, prowincja Palermo, dnia 7 lutego 1867 roku w rodzinie Antoniego i Marii Giammanco. Została przyjęta z wielką radością przez rodziców, którzy oczekiwali narodzin dziewczynki. Chrzest przyjęła następnego dnia w katedrze, wspaniałym trzynawowym kościele poświęconym św. Marcinowi.

W wieku trzech lat Biagia i jej braciszek Calogero, kilka lat starszy zostali osieroceni przez ojca. Po kilku latach wdowieństwa, w czasie których matka Biagi, Maria razem z dziećmi przeniosła się do swojego rodzinnego domu wyszła ponownie za mąż za Gaetana Imperatore, kupca z Corleone. Pragnęła w ten sposób zapewnić bezpieczeństwo swoim dzieciom. Geatano okazał się bardzo ojcowski w stosunku do adoptowanych dzieci, szczególnie dla Biagi, którą obdarzył serdecznym uczuciem widząc w niej zadatek wielkich cnót.

Dzieciństwo Biagi upłynęło w pokoju i radości. Wychowywana z wielką roztropnością, rosła na mądrą i posłuszną dziewczynę, ucząc się i pomagając w domu.

Już wówczas w dobroci serca, wychowywana przez matkę w duchu głęboko chrześcijańskim, zwracała się w stronę ubogich. Rezygnowała z tego, co otrzymywała od rodziców, by za ich zgodą podzielić się z potrzebującymi.

W wieku sześciu lat została dopuszczona do Pierwszej Komunii Świętej, by zaspokoić gorące pragnienie przyjęcie Jezusa w Eucharystii. Do stołu Pańskiego przystąpiła w skupieniu i z wielką nabożnością.

 

Powołanie – miłość do Dzieciątka Jezus

W wieku 11 lat, jak czytamy w jej rękopisie, Biagia odczuła mocne wezwania do życia zakonnego, lecz jej rodzice nie chcąc jej utracić, zdecydowanie przeciwstawili się temu pragnieniu.

Było to dla mnie cierpieniem nie do zniesienia – pisze – patrzeć na siostry zakonne i nie móc ich naśladować; święta zazdrość wypełniała moje serce. Gdyby mi zaproponowano strój królewski i zgrzebna tunika, by wybrać, która mi się bardziej podoba, bez wahania wybrałabym tunikę tak bardzo przeze mnie upragnioną.

Biagia, czekając na moment kiedy będzie mogła przekonać swoich bliskich, prowadziła życie samotne, odrywając się od wszelkich przejawów życia światowego. Jedynym jej pragnieniem było pójść codziennie rano do kościoła, by przyjąć Pana Jezusa w Komunii świętej i zanurzyć się w kontemplowaniu Go. W swojej powściągliwości i ostrożności posuwała się tak daleko, że wychodząc z domu pragnęła całkowicie ukryć swoją twarz przed ciekawskimi spojrzeniami przechodniów, dlatego nakrywała głowę szalem, jaki się nosiło w tamtych czasach.

Pewnego dnia jej ojczym, pragnąc trochę ją rozerwać, zaprosił ją na wycieczkę do Palermo na targ. Dziewczynka jednak, pozostając w skupieniu swojego domu, które pozwalało jej być blisko Jezusa, odrzuciła tę propozycję. Gaetano Imperatore chcąc ją przekonać do podjęcia decyzji, obiecał jej, że jeśli wybierze się na targ, kupi jej piękną figurkę Dzieciątka Jezus. Wiedział on bowiem, że córeczka ma szczególne nabożeństwo do Dzieciątka Jezus i był prawie pewien natychmiastowego skutku swojej obietnicy.

Nie pomylił się. Biagia była rzeczywiście od razu gotowa do drogi. Oczywiście pan Imperatore musiał dotrzymać obietnicy. Gdy tylko przybyli do Palermo zaprowadził córkę do pewnego artysty, by mogła zamówić figurkę, jaka się jej podobała.
Figurka Dzieciątka Jezus stała się przedmiotem jej szczególnej troski. Ubrała ją w stroje przez siebie wyhaftowane. Miała ją zawsze przy sobie i mówiła do niej podczas zajęć domowych, jakby to była osoba żywa zwracając się do Pana Jezusa z wielką czułością. Poprosiła o wykonanie małego ‘wózka’, na którym umieściła Dzieciątko Jezus i przewoziła z jednego pokoju do drugiego kontemplując Jego postać.

Figurkę tą zabierała zawsze ze sobą, nawet wtedy, gdy została siostrą zakonną i musiała zmieniać miejsca pobytu. Przez pośrednictwo Dzieciątka Jezus otrzymała wiele łask i nawróceń. Pan Jezus często się jej ukazywał i rozmawiał z nią.

Moje Dzieciątki – takiego imienia używała Służebnica Boża, gdy z Nim rozmawiała i takie określenie znajdziemy w jej pismach.

 

Ślub czystości i ofiarowanie się za grzeszników

W wieku 15 lat Biagia uciekając przed zasadzkami świata złożyła ślub czystości. W Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP złożyłam lilię mojego serca i cała poświęciłam się z miłości dla Jezusa.

Ślub czystości sprowokował wściekły atak szatana, który szukał okazji, by podsunąć jej myśl, że może jednocześnie wielbić Boga wychodząc za mąż i wychowując po chrześcijaństwu swoje dzieci.

Jednak – pisze Służebnica Boża – Pan Jezus dał mi więcej światła; poznałam wszystkie podstępy nieprzyjaciela i odrzuciłam go z pogardą.

Gdy Biagia ukończyła 19 lat miało miejsce to, co ona nazywa całkowitym nawróceniem się do Boga. Lektura pobożnych książek rozbudziła w niej pragnienie bycia świętą „za wszelką cenę”. Głęboko nawrócona zabrała się do oczyszczania swojej duszy przystępując często do spowiedzi. Dzięki dobremu spowiednikowi nie popadając w skrupuły pokonała nawet najmniejsze niedoskonałości.

Od tej chwili serce młodej dziewczyny zostało napełnione strumieniem niebiańskich pociech. Czuła się napełniona miłością i obecnością Boga. Wspominając ten okres swojego życia Służebnica Boża pisze: Niech będzie błogosławiona nieskończona Dobroć, która zechciała ukazać się tak biednej grzesznicy…teraz rozumiem niezgłębioną miłość, którą Pan Jezus, zaraz po moim nawróceniu, zechciał mi ukazać, by powiedzieć jak bardzo mnie kocha. Dobry Jezus pouczał mnie jak Mistrz w swoim majestacie! Dusza moja słyszała słowa o życiu wiecznym zachowując je w sercu jak w skarbcu. Mogę powiedzieć, że to Pan Jezus, a nie książki czy inni ludzie pozwolił mi poznać dobro, by nim żyć. Jego słodki głos był przy mnie, gdy pracowałam i w ciszy słuchałam jego delikatnych pouczeń!… Moim ulubionym towarzyszem była rozłąka; czułam niechęć do wszystkiego, uciekałam przed stworzeniami. Najwięcej szczęścia dawała mi cisza, w której słuchałam pouczeń Oblubieńca, który przyciągał mnie swoim spokojem… W tych radościach przeżyłam dwa lata: miałam wówczas 21 lat…”

Służebnica Boża pragnąc kochać Pana Jezusa miłością czystą i bezinteresowną, szybko odczuła pragnienie rezygnacji z pociech duchowych i radości, które wypełniały jej serce pokojem. W porywie wspaniałomyślności prosiła, by Bóg pozbawił ją tych przyjemności.

„Prosiłam tylko, abym mogła cierpień i nic więcej…” Głos wewnętrzny zachęcał ją wyraźnie do złożenia swojego życia w ofierze wynagradzającej za grzechy. Biagia jednak czując się niegodną, była przekonana, że jest to głos „pychy inspirowanej przez szatana”, dlatego przez wiele lat nie chciała go słuchać. Mocne natchnienie łaski pomogło jej zrozumieć, że jest to rzeczywiście wola Boża.

W jej rękopisie czytamy: Pewnego razu w czasie Mszy świętej Pan Jezus, kiedy chciał, bym się ofiarowała, powiedział mi: ‘Złóż swoje życie w ofierze za grzeszników’. Nie mogłam już dłużej się opierać, ponieważ zrozumiałam, że taka jest wola Boża. Postanowiłam zasięgnąć opinii spowiednika obiecując Panu Jezusowi, że jeśli mi pozwoli w duchu posłuszeństwa, będę gotowa złożyć swoje życie w ofierze. Otrzymałam pozwolenie i cała ofiarowałam się Jezusowi za zbawienie grzeszników.

Konsekwencją wspaniałomyślnego aktu ofiarowania się były oschłości duchowe, straszne pokusy i lęk popadnięcia w niełaskę u Boga.

… Bałam się – pisała młoda Biagia – że straciłam Jezusa, mój największy skarb, jedyne Dobro, którego pragnęłam, dla którego odrzuciłam małżeństwo, by Go nie urazić. Ale to nie wystarczało: doszedł jeszcze strach, że każda pokusa jest już zgodą… czułam się zakłopotana, że pragnęłam śmierci…

Pomimo tak okropnych cierpień i lęków, Biagia nigdy nie prosiła, by była z nich uwolniona.

Myślałam – pisze – że skoro ofiarowałam swoje życie Jezusowi, nie będę tego nigdy żałować. Ponawiałam pragnienie cierpienia przez całe życie, wszystkich kar bez możliwości uzyskania pocieszenia od człowieka czy od Boga. Chciałam pozostać w tym stanie, by jedynie Jezus mnie nie odrzucił. Nigdy nie prosiłam o uwolnienie z cierpień. Odczuwałam niechęć, by modlić się: Jeśli to możliwe, oddal ode mnie ten kielich. Nie, mówiłam, chcę cierpieć. Jestem ofiarą. Chcę umrzeć na Krzyżu razem z moim Umiłowanym.

Ubranie stroju klarysek

Wstąpienie do Zgromadzenia

W czerwcu 1891 roku Biagia za zgodą Arcybiskupa Monreale i rodziny otrzymała pozwolenie noszenia stroju Klarysek, pod warunkiem, że żyjąc jak zakonnica pozostanie jednak w rodzinie.

Klaryski były zakonnicami, które po zamknięciu klasztoru Zwiastowania w Corleone znalazły schronienie w Domu Sierot. W tym kościele miało miejsce uroczyste przyjęcie stroju zakonnego przez Biagię – obłóczyny. W wydarzeniu tym poza rodziną wzięli udział przedstawiciele kościoła i dużo ludzi.

Z przebiegu tego wydarzenia pewne szczegóły przekazała Matka Gesuina Giammona, jedna z pierwszych towarzyszek Matki Cortimiglia, która w niej znalazła szczerą powiernicę.

Ojczym Biagi i wuj, kanonik Vincenzo Cortimiglia zrobili wszystko, by ceremonia miała charakter uroczysty, zgodnie z ówczesnymi zwyczajami. W wczesnych godzin rannych w Domu Sierot były odprawiane Msze święte o Boże błogosławieństwo dla Biagi i o wytrwanie w postanowieniu służenia Bogu. O 11.00 mogła w końcu ubrać strój duchowny przybierając imię Siostra Teresa i zobowiązując się przestrzegać zasady życia Klarysek mieszkając z rodziną. Kanonik Vincenzo Rocché, obecny na uroczystości i bardzo wzruszony, wygłosił wspaniałe kazanie, w którym prawie przepowiedział wielką misję, do jakiej Bóg przeznaczał Biagię. W czasie uroczystości, a szczególnie podczas Komunii świętej, Siostra Teresa, jak sama zwierzyła się późnej, przeżyła moment głębokiej kontemplacji. W tym stanie pozostała przez kilka następnych dni.

Za zgodą rodziców pozostała tydzień u Klarysek, po czym z wielkim żalem powróciła do domu.

Biagia, mimo że nosiła strój duchowny i mogła poświęcać się praktykom religijnym, nie była zadowolona. Jej pragnieniem było jednak wstąpienie do zakonu, by żyć całkowitym posłuszeństwem i regułą zakonną. Musiało jednak minąć cztery długie lata, zanim mogła zrealizować swoje pragnienia. W tym czasie szatan nie przestawał dręczyć jej na duszy i w ciele. W dniu obłóczyn otrzymała pozwolenie codziennej Komunii świętej, co w owych czasach było rzeczą bardzo rzadką. Radość posiadania takiego przywileju została przyćmiona strasznymi skrupułami, które dręczyły jej wrażliwe sumienie i przeszkadzały w przystępowaniu do Stołu Pańskiego.

Służebnica Boża napisała: Liczne wątpliwości i niepokój ducha nie pozwalały mi ze spokojem przystępować do Komunii świętej. Kiedy jednak przychodziła chwila Komunii świętej, zapominałam o wszystkim. Tajemnicza siła ciągnęła mnie w stronę, gdzie był Jezus i przyjmowałam Komunię świętą. W tych radosnych chwilach nie odczuwałam wewnętrznej walki. Ogarniał mnie pokój. Kiedy wracałam do domu powracały trudności.

Mając 28 lat Siostra Teresa mogła w końcu zaspokoić swoje pragnienia i wstąpić do klasztoru.

Wybrała Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia i Krzyża, gdzie została przyjęta z miłością przez Matkę Różę Zangara, która sama będąc duszą mistyczną, przepowiedziała jej, że ona również będzie założycielką nowego zgromadzenia.

Wspominając wcześniejszy styl życia jako zakonnicy, Siostra Teresa napisała: Był to upragniony przeze mnie stan życia: posłuszeństwa, poddanie się woli innych stanowiły przedmiot moich pragnień. Niech będzie błogosławiony Bóg, który zechciał zamknąć mnie za świętymi murami, gdzie mieszka On ze swoimi oblubienicami.

Matka Zangara rozumiejąc wielkość misji, do jakiej Bóg przeznaczał Siostrę Teresę, ćwiczyła ją w pokorze i umartwieniach. Aby umocnić ją na duchu, wysłała ją do ludzi, by zbierała ofiary na ubogich przyjętych do szpitala w Corleone.

Matka Teresa posłuszna i pokorna, pokonując swoją wrażliwość i umartwiając miłość własną, z radością przyjęła to zadanie. Jak św. Franciszek z Asyżu, którego duchową córką szybko została, wyruszyła na ulice rodzinnego miasteczka, wyciągając rękę dla swoich ubogich, nie myśląc o tym, co powiedzą ludzie, którzy ją znali.

Posłuszeństwo pokornej siostry zakonnej była tak doskonała, można powiedzieć nadprzyrodzona, że Przełożona mówiła o niej: „Dla Siostry Teresy moje słowa są prawdami wiary”.

Matce Teresie, delikatnej z wyglądu lecz mocnej duchem, nie ciążył również obowiązek kierowania wspólnotą, kiedy w duchu pokory została przełożoną. Zawsze energiczna była przełożoną najpierw w szpitalu w Corleone a następnie w Salemi, Castellamare del Golfo, S. Caterina Silbi, Montelepre, Carini.

Strumienie miłości i gorliwości, które wypływały z jej serca, kierowały się w stronę sierot, ludzi starszych, sióstr, do świeckich i osób duchownych, którzy pragnęli zwrócić się do niej z różnymi potrzebami materialnymi i duchowymi.

W domach, do których posyłało ją posłuszeństwo, nie brakowało nigdy porządku i dyscypliny, jak również dokładnego wypełnienia reguły zakonnej. Dzięki energicznemu usposobieniu również chorym w szpitalu niczego nie brakowało. Sława jej dobroci rozchodziła się szybko po miasteczkach, do których przybywała. Wielka była gorycz, odczuwana przez wszystkich, gdy posłuszeństwo wzywało ją gdzie indziej do kierowania lub otwarcia nowego domu.

Siostra Teresa nigdy nie okazała choćby najmniejszego nieposłuszeństwa wobec zarządzeń Przełożonej Generalnej. Bardzo szanując jej zarządzenia, zwykła ją nazywać „moim telefonem do Pana Boga”.

 

Łaski nadzwyczajne

Jakie łaski wypraszała modlitwa Siostry Teresy u Serca Bożego pokazują niektóre wydarzenie wzięte ze Wspomnień Matki Gesuiny Giammona.

Pewnego dnia w porze obiadowej ktoś zaczął pukać do drzwi szpitala dla starców w Corleone. Czterech wątłych i wychudzonych ubogich prosi o talerz zupy. Siostry informują Matkę Teresę, która bez wahania decyduje, by poczekali chwilę: otrzymają zupę.

„Ależ Matki, zauważa ekonomka, zupy ledwo wystarczy dla naszych chorych!”

„Dobrze, odpowiada Matka Teresa, to znaczy, że damy im część naszej porcji”.

Ekonomce nie pozostało nic innego, jak milczeć i wpuścić ubogich do środka. Ale jej zakłopotanie jeszcze bardziej wzrosło, gdy zamiast czterech ubogich zobaczyła czternastu. Przekonana, że nie uda się nakarmić tych wszystkich ludzi, wraca do Matki, która popatrzywszy w niebo, zapewnia ją: „Zrób znak krzyża nad garnkiem, a zobaczysz, że Pan sprawi, iż zupy wystarczy dla wszystkich. Najpierw daj naszym chorym, nie zmniejszając jednak zwyczajnej porcji, a potem ubogim. Jeśli zostanie, będzie dla nas”.

Siostra ekonomka, trochę nieufna, rozpoczęła rozdzielanie zupy. Jakież było jej zdziwienie, że zupy nie tylko nie zabrakło, ale nawet jeszcze zostało.

Wzruszona tym, że była świadkiem cudownego wydarzenia, rzuciła się do stóp Matki płacząc i obiecując, że już nigdy nie będzie wątpić w Bożą Opatrzność.

Inne, uderzające wydarzenie, z którego wynika wielka troska Matki Teresy o zbawienie dusz, miało miejsce w miasteczku Montelepre. Młody człowiek w wieku 22 lat, zniszczony przez gruźlicę, był bliski śmierci. Zrozpaczony odmawiał przyjęcia ostatnich sakramentów. Na próżno miejscowi kapłani próbowali go pocieszać. Młodzieniec mógł umrzeć bez sakramentu pokuty.

Proboszcz, widząc bezskuteczność wszelkich wysiłków, postanowił zwrócić się do Matki Teresy prosząc ją, by poszła do łoża boleści i przekonała chorego do spowiedzi. Dobra Matka, jak było do przewidzenia, przyjęła delikatną misję. Po chwili gorącej modlitwie do Dzieciątka Jezus, które miała zawsze przy sobie, udała się do domu chorego, chcąc go tylko odwiedzić. Spokojnie rozpoczęła z nim rozmowę. Młodzieniec wyczuwając w jej słowach niezwykłą dobroć, doznawszy pocieszenia na sercu, poprosił ją jeszcze go odwiedziła.

Następnego dnia Matka była znowu przy jego łożu boleści i z wielką miłością zaczęła mówić o spowiedzi
i sakramentach oraz o zbawieniu duszy.

Wyczuwając z rozmowy, że Matka przygotowuje go do zbliżającej się śmierci, młodzieniec rozpłakał się i z gniewem zapytał: „Matko, czy muszę umrzeć taki młody?”

W tym momencie powtórzył cud miłości i wiary podziwiany w życiu św. Katarzyny ze Sieny, która widząc skazanego na śmierć za ciężkie przestępstwa widząc, że grozi mu śmierć bez pojednania z Bogiem i w strasznej rozpaczy udała się do więzienia, by się z nim spotkać. Udało się jej nie tylko nawrócić go, ale jeszcze więcej, przyjąć śmierć ze spokojem i z radością.

W małym pokoiku, który stał się bardziej smutny i szary niż cela więzienna z powodu cierpienia fizycznego i moralnego młodzieńca, powtórzył się cud św. Katarzyny Sieneńskiej i skazańca.

Matka Teresa z miłością pochyliła się nad młodzieńcem i próbowała pocieszyć go wskazując mu niebo i zachęcając go, by z odwagą poszedł na spotkanie z Jezusem, który go oczekuje, aby przytulić go do swojego Serca i obdarzyć radością raju.

Gorąca wiara z jaką zostały wypowiedziane jej słowa przyniosły oczekiwany skutek. Młodzieniec dotknięty łaską Bożą zgodził się na spowiedź i pofrunął do nieba pogodzony z Bogiem.

 

Założycielka Zgromadzenia

Pan Bóg przygotowywał jednak Matkę Teresę na założycielkę nowego Zgromadzenia. Ona sama napisała na ten temat: Odczuwałam w tej sprawie szczególne natchnienia i miałam pewne objawienia…I jeszcze napisała: Pewnego dnia po przyjęciu Komunii świętej Pan Jezus mówił do mnie o pewnym młodzieńcu, który został księdzem właśnie wtedy miał dokonać pewnego Dzieła. Było to zgromadzenie…

Kolejnego poranka, po Komunii świętej, miała znaczącą wizję. Widziała siebie samą ubraną w strój klarysek, w postawie modlitewnej klęczącą przed obrazem Jezusa ukrzyżowanego. Z ran Chrystusa wychodziło pięć promieni jakby „z światła i ognia”, który przenikały jej ręce, nogi i bok. Matka Teresa nie mogąc zrozumieć tej zmiany stroju duchownego, poprosiła o wyjaśnienie i otrzymała od Pana Jezusa taką odpowiedź: W tobie pragnę odcisnąć moje rany, by uczynić cię podobną do mnie na Krzyżu.

Pomimo licznych natchnień z nieba Matka Teresa nie mogła się zdecydować na opuszczenie zgromadzenia i zakładać nowe. Polecenie było tak delikatne i trudne, że wydawało się jej to prawie niemożliwe, by Pan Jezus chciał jej, osobie czującej się niegodną, powierzyć taką misję.

Pytała również, jakie miało być to zgromadzenie? Gdzie i kiedy miała je założyć? Na te niepokojące Matkę pytania nie umiała sobie odpowiedzieć.

Dlatego odwlekała jeszcze moment oddzielenia się od Zgromadzenia, w którym poddana woli przełożonych znalazła pokój i radość ducha.

Pan Jezus osobiście pomógł jej w opuszczeniu Zgromadzenia. Dotknięta ciężką i tajemniczą chorobą, która postawiła ją na granicy życia obiecała, że nie będzie już dłużej wahać się w wypełnieniu Jego woli.

Przełożone wysłały ją do domu, by mogła podreperować swoje zdrowie. W Corleone Pan Jezus jasno ukazał jej swoją wolę. Było to w 1901 roku.

Trudne początki Zgromadzenia św. Klary

Pomoc o. Stanisława Restivo

 

W klasztorze Wniebowzięcia NMP i św. Klary w Corleone przed jego zamknięciem mieszkały siostry klaryski. Gdy Matka Teresa powróciła do rodziny w klasztorze były jeszcze cztery zakonnice, a wśród nich siostra Franciszka Paola Terrusa, z której rąk Biagia otrzymała pierwszy strój zakonny.

Klaryski nie mogąc utrzymać klasztoru klauzurowego i nie chcąc rozproszyć się ze szkodą duchową, postanowiły utworzyć dzieło pod nazwą „Oblatki Wniebowzięcia NMP i św. Klary”, którego celem będzie wychowanie religijne i świeckie młodzieży.

Ojciec Stanisław Restivo, gorliwy kapłan Trzeciego Zakonu św. Franciszka, urodzony w Corleone, dodawał odwago klaryskom i napisał dla nich nową regułę. Siostra Franciszka Paola Terrusa przedstawiła tą regułę Arcybiskupowi Monreale, którym był abp Lancia di Brolo prosząc go o zatwierdzenie.

W tym czasie Matka Teresa, cudownie uzdrowiona, została wysłana do rodziny dla podratowania zdrowia. Spotykając dawne klaryski czuła, że coś je łączy z nimi, nie widziała jednak wyraźnie drogi, którą miała pójść. Czego żąda od niej Pan Jezus? Jaka jest nowa drogą, którą jej wyznacza?

Szukając odpowiedzi na liczne wątpliwości zwróciła się do o. Stanisława Restivo znając jego głębokiego ducha. Poddała się pod jego kierownictwo duchowe.

O nim pisał o. Giovanni Parisi, przełożony generalny Zakonu w swojej książce pt. Trzo’Ordine Regolare in Sicilia (Trzeci Zakon Franciszkański na Sycylii): „Był to człowiek skupiony prowadzący pogłębione życie wewnętrzne. Długie godziny spędzał na modlitwie w swojej celi lub w kościele, u stóp ołtarza pochłonięty medytowaniem spraw niebieskich. Napełniony duchem pobożności, który przejawiał się w każdym działaniu, dzielił się nim z innymi w rozmowie, pisząc listy i pożyczając książki o treści religijnej, które sam napisał i opublikował”.

Przekonany o konieczności duchowej i moralnej odnowy mieszkańców Corleone ucieszył się, gdy się dowiedział, że klaryski pragną założyć zgromadzenie w tym celu. Pomimo dużej odległości został ich kierownikiem i protektorem pisząc, jak już zauważyliśmy, regułę nowego Zgromadzenia.

Jego nadzieje nie zostały jednak spełnione. Klaryski nie były w stanie podołać obowiązkom, nie potrafiły pokonać trudności, jakie pojawiły się w chwili założenia Zgromadzenia.

Komu więc miał powierzyć obowiązek założenia i prowadzenia Zgromadzenia?

Z Bożego natchnienia jego myśl skierowana została w stronę Matki Teresy, mimo że była ona w Zgromadzeniu Córek Miłosierdzia Krzyża. Nie wiemy, dlaczego właśnie w niej dostrzegł osobę przeznaczoną na prawdziwą założycielkę Zgromadzenia upragnionego przez niego dla dobra ludu.

O. Stanisław, gdy Matka Teresa, z rodzinnego domu, udała się do niego po radę, uświadomił sobie, że zbliżyła się chwila Bożego działania. Będąc roztropnym, Matce Teresie, która go zapytała: „Jakie jest moje powołanie? Mam pozostać w Zgromadzeniu, czy przejść do Oblatek Wniebowzięcia NMP?” – odpowiedział: „Tego nie wiem… Zanim Zgromadzenie Oblatek weźmie właściwy kierunek, nie powinna Matka wychodzić ze swojego Zgromadzenia… będę bardzo zadowolony, gdy od Matki usłyszę, że Pan Jezus widzi Matkę pośród Oblatek…”

Matka Teresa po zbadaniu wszystkiego, co Pan Jezus ukazał jej w sercu, postanowiła zbliżyć się do klarysek, których dzieło było tym, które Pan Jezus „powierzył w jej ręce”. Zanim jednak dołączyła do Oblatek, przez pewien okres czasu pozostała w domu rodzinnym, gdzie na modlitwie i pokucie przygotowywała się do podjęcia nowego zadania.

Dawne klaryski, które stały się Oblatkami Wniebowzięcia NMP zamieszkały w domu ofiarowanym im przez Giovanni Piranio, dobroczyńcę z Corleone. Pragnął on podarować dom rodzącemu się Zgromadzeniu, lecz spotkał się z wielkim sprzeciwem ze strony rodziny, która nie chciała utracić spadku i starała się mu przeszkodzić wszelkimi sposobami, nawet grożąc mu.

Wobec tak wielkich trudności siostra Franciszka Paola nie czuła się na siłach, by kontynuować podjęte dzieło do tego stopnia, że gdy Arcybiskup Monreale wahał się z aprobatą Reguły, ona nie była w stanie pójść do niego i prosić w tej sprawie.

Jednocześnie niektóre młode dziewczyny prosiły o przyjęcie do nowego Zgromadzenia. Stąd była potrzeba, aby ktoś energiczny wziął losy Zgromadzenia w swoje ręce. Do tej pory Matka Teresa wspierała Oblatki swoimi radami, daleka od myśli, że ma przejąć inicjatywę zakładania Zgromadzenia.

O. Restivo, widząc niemoc Oblatek, zwrócił się do Matki Teresy, by zachęcić ją do opuszczenia domu rodzinnego i rozpoczęcia życia jak dawne klaryski: „…Niech Matka podejmie się prowadzenia dzieła, które ma przed sobą… Na miłość Boską, niech Matka podejmie się obowiązku przełożonej…”

Jak Matka Teresa przyjęła ten obowiązek? Z wielką niechęcią, prosząc o zwolnienie z tego zadania. Jednak o. Restivo nie ustępował, przekonany że taka jest wola Boża. Napisał do niej: „Proszę nie mówić, że Matka chce zrezygnować z urzędu przełożonej. Trzeba pomyśleć, że taka jest wola Boża i ja też tak myślę. Nie mogę myśleć inaczej. Proszę się zgodzić… ja będę przy Matce jako przełożonej ze wszystkimi moimi myślami…”

Matce Teresie nie pozostało nic innego, jak posłuszeństwo. Opuściła rodzinę i zamieszkała z Oblatkami w domu ofiarowanym przez pana Piranio. Siostry nie miały problemu z podporządkowaniem się jej, przekonane, że została ona wybrana przez Boga na założycielkę Zgromadzenia. Zadowolone, że mogą złożyć na nią cały obowiązek, pozostawiły jej troskę o wszystkie sprawy.

Było to w roku 1902. Matka Teresa starała się na początku, by polepszyć warunki bytowe wspólnoty. Po otrzymaniu pozwolenia od Arcybiskupa Monreale otworzyła kaplic w najpiękniejszym pokoju domu, by dać siostrom możliwość spotykania się z Panem Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie.

O. Restivo, któremu leżało bardzo na sercu życie duchowe wspólnoty, postarał się o zakup naczyń liturgicznych dla kaplicy sióstr. Prosił też swoje duchowe córki, by dobrze ukierunkowały duchowość Zgromadzenia opierając ją na gorliwej modlitwie i zjednoczeniu z Bogiem. Sytuacja małej wspólnoty była jednak niepewna. Pan Piranio pod wpływem gróźb ze strony rodziny, nie tylko nie poprawił warunków mieszkaniowych, jak to wcześniej obiecywał Arcybiskupowi Monreale. Na końcu zaczął utrzymywać, że wcale nie przyrzekał, że odda dom siostrom.

Trzeba było zatem opuścić jego dom. Ale gdzie pójść? O. Restivo, zasmucony z powodu nagłej decyzji pana Piranio, próbował pocieszać Matkę Teresę w tak trudnej sytuacji: „Wiem, że Matka jest zmartwiona znajdując się z sześcioma córkami na ulicy. Proszę jednak nie smucić się za bardzo. Również św. Józef przeżywał wiele trosk nie mogąc znaleźć noclegu dla swojej Małżonki tej nocy, kiedy miała urodzić Zbawiciela. On jednak miał narodzić się w grocie. Rozumie Matka, co chcę powiedzieć. Uwielbiajmy Boże plany”.

Poradził jej, by natychmiast opuściła dom pana Piranio i przeniosła wspólnotę do wynajętego mieszkania, gdzie mogłyby być niezależne, chociaż ubogie.

Krzyż na ramionach Matki Teresy stawał się coraz cięższy, ale mimo pokusy słabej natury, by uciec przed cierpieniem, ze spokojem przyjęła upokorzenia starając się bardziej podobać Jezusowi.

Matka Teresa otrzymała od Boga wizje dotyczące trudności, jakie miały ją spotkać z powodu braku własnego domu. Aby się upewnić, że próby te pochodzą od Boga napisała do o. Restivo, który tak jej odpowiedział:

„Jeśli chodzi o objawienia, nie mamy powodu, by brać za oszustwo szatana. Czy nie czytała matka żywotu św. Marii Magdaleny? W ciągu kolejnych ośmiu lat razem z siedmiu swoimi córkami mieszkała w komórkach. Co więcej, wypędzano ją z jednej do drugiej. Poczekajmy zatem na to, co da Bóg, podpowiada Duch Święty. Ale niech Matka nie czeka dłużej w domu pana Piranio”.

Nie tylko nie spełnił on swoich obietnic, ale źle traktował siostry, uzurpując sobie prawo kierowania wspólnotą według własnego uznania.

Doszło do tego, że siostry musiały natychmiast opuścić jego dom, jak również wyraźnie określić charyzmat dzieła zgodnie z Regułą, która nie była jeszcze zaaprobowana przez władze kościelne, ponieważ była na etapie próby.

Matka Teresa zdecydowała się przenieść wspólnotę do mieszkania czynszowego, znajdującego się przy ulicy św. Dominika 24 w Corleone.

Matka Gesuina zauważyła w swoich wspomnieniach, że wspólnota gdy się przenosiła na nowe mieszkanie w dniu 19 marca 1903 roku posiadała zaledwie 20 lirów. Była to śmieszna suma, jak na potrzeby powstającego zgromadzenia. Wspólnota składała się z Matki Teresy, Matki Gesuiny Giammona, byłych Klarysek: siostry Franciszki Paoli Terrusa, siostry Katarzyny Artale, siostry Józefiny Artale i siostry Lauretty, której tożsamość trudno dziś ustalić.

Po przenosinach wspólnoty, została otwarta pracowania haftu dla młodych dziewcząt, przedszkole dla dzieci i świetlica. Chłopcom i dziewczynkom, którzy przychodzili do świetlicy siostry, ucząc prac ręcznych, udzielały jednocześnie lekcji katechizmu, by pogłębić wiedzę chrześcijańską.

Wspólnota ledwo się umocniła w pełnieniu dzieła, gdy na horyzoncie pojawiły się jeszcze większe trudności. Byłe Klaryski, nie czując się na siłach do stawiania czoła tak trudnym początkom, mimo napomnieć o. Restivo, który z oddali towarzyszył Zgromadzeniu, po kilku miesiącach zdecydowały się odejść od Matki Teresy zostawiając ją samą w zakładaniu dzieła.

Rozgoryczonej z powodu odejścia pierwszych córek, Matce Teresie nie pozostawało nic innego jak uzbroić się w cierpliwość wiary, by nie poddać się w trudnej sytuacji. O. Restivo, poinformowany o odejściu Klarysek, próbował dodać odwagi Matce Teresie, pokazując jak inne założycielki przeżywały podobne cierpienia.

„Szatan – napisał do niej w liście – wzbudził burzę przeciw Zgromadzeniu, która mogła je zniszczyć całkowicie. Chciał w ten sposób powiedzieć, że trzeba się go bać… Podobne burze nie są niczym nowym przy zakładaniu zgromadzenia. Musimy mieć nadzieję, że tego typu zamieszanie może tylko pomóc dla lepszego ugruntowania dzieła”.

Po odejściu Klarysek, Matka Teresa pozostała tylko z dwoma córkami: siostrą Gesuiną Gaimmona i siostrą Beatrycze Trupia.

 

Prześladowania i fałszywe oskarżenia

Po pokonaniu trudnej próby spowodowanej odejściem sióstr, Matka Teresa z odwagą kontynuowała dzieło powierzając wszystko Bogu. Czekały ją jednak większe trudności. Spadły na nią okrutne prześladowania i oskarżenia uderzając z taką siłą, że poważnie wstrząsnęły fundamentami Zgromadzenia.

Cóż powiedzieć o tych, którzy z wściekłością psów otoczyli tę skromną niewiastę? Nie chcąc ich źle oceniać, musimy powiedzieć, że tylko diabeł mógł ich pobudzić do takiej zaciętości. Chodzi tu przecież o zacnych miejscowych kapłanów.

Miejscowe duchowieństwo oceniało inicjatywę Matki Teresy jako owoc pychy i chorych zmysłów. Przekonani, że spełniają dobrą przysługę Kościołowi, postanowili zrobić wszystko, by przeszkodzić powstaniu dzieła, które w ich opinii ośmieszało religię chrześcijańską. Matka Teresa otrzymywała regularnie anonimowe listy pełne obelg. Pisano również do Arcybiskupa Monreale przedstawiając ją w ciemnej perspektywie. Wikariusz biskupi pod wpływem innych kapłanów próbował przekonać ją, aby zaprzestała kontynuowania dzieła i powróciła do rodziny. Posunął się do tego, że proponował jej, by wyszła za mąż.

Możemy sobie wyobrazić, jak te wszystkie wydarzenia rozgoryczyły Matkę Teresę. Pragnąc jednak wypełnić wolę Bożą, znalazła siły do pokonania wszystkich trudności przy pomocy heroicznej cierpliwości.
Pomagały jej w tym i wspierały wierne towarzyszki. Jej odwaga duchowa traktowana jako głupia krnąbrność jeszcze bardziej pobudzała do wściekłości jej przeciwników, którzy śledzili ją nieustannie obserwując wszystko, co działo się w Zgromadzeniu. Byli przekonani, że odkryją jakieś zło i będą mogli ją publicznie oskarżyć ośmieszając przed ludźmi. Informacje o ciężkich oskarżeniach przeciw Matce Teresie dotarły nawet do Rzymu. Pewne osoby referowały osobiście o. Restivo to, co w miasteczku powtarzano o niej w plotkach. W pierwszej chwili Ojciec sądził, że Matka Teresa postąpiła nieroztropnie i nieświadomie, dlatego skierował do niej kilka listów z naganą powiększając jej cierpienie. Szybko jednak zorientował się, że pomówienia nie mają żadnych podstaw. Doszedł więc do wniosku, iż szatan jeszcze raz zazdrosny o jej cnoty wściekł się na jego ukochaną córkę i Zgromadzenie. Zachęcał więc Matkę Teresę, by wszystko ofiarowała Panu i postępowała z największą ostrożnością.

 

Obłóczyny pierwszych sióstr

20 lutego 1904 roku Arcybiskup Monreale wyraził zgodę na pierwsze obłóczyny upoważniając wikariusza Corleone, ks. prał. Salvatore Mondello do przewodniczenia tej uroczystości. Matka Gesuina zanotowała kilka uwag dotyczących tego wydarzenia:

„Gdy doszło do pierwszych obłóczyn byłyśmy cztery: Matka Teresa, siostry Klara i siostra Beatrycze Trupia i ja. Matka pragnęła te pierwsze obłóczyny przeżyć jako wielkie wydarzenie dla Zgromadzenia, lecz Pan poddał nas kolejnej próbie. W powszedni dzień po południu 24 lutego 1904 roku, kiedy każda z nas była przy swoich obowiązkach, bez uprzedniej zapowiedzi przybył do na wikariusz biskupi. Zakomunikował, że pragnie w sposób prywatny pobłogosławić strój duchowny sióstr. Dodał, że się bardzo śpieszy. Przerywając natychmiast zajęcia, nie mając czasu, by kogokolwiek zaprosić, wzięłyśmy strój duchowny i udałyśmy się do kaplicy. Tam, zupełnie same, bez świadków uczestniczyłyśmy w poświęceniu sukni zakonnych, które ubrałyśmy z drżeniem. Po zakończeniu obrzędu wikariusz biskupi opuścił nas. Matka Teresa zrozumiała, że uproszczona forma poświęcenia stroju była wynikiem wściekłej walki prowadzonej przeciwko niej i Zgromadzeniu. W sytuacji zupełnego lekceważenia, Matka Teresa została dotknięta cierpieniem i chorobą, która złożyła ją do łóżka. Pozostałe dwie siostry, opowiada Matka Gesuina, musiały natychmiast powrócić do swoich zajęć. Ja, przygnębiona i przestraszona pozostałam w kaplicy. Długo się modliłam leżąc krzyżem, aż w końcu popadłam w odrętwienie. W śnie zobaczyłam wspaniałą salę a w niej cztery pięknie haftowane, białe suknie. Jedna z nich miała haft od dołu do góry. Była najwspanialsza i najpiękniejsza. W rogu pokoju zobaczyłam w pewnej chwili siedzącego Chrystusa. Uklękłam u Jego stóp i opierając dłonie na Jego kolanach zapytałam wskazując na suknie, co one oznaczają i do kogo należą.

„Są dla was czterech – powiedział Pan Jezus”.

Zbudziłam się jeszcze pełna emocji i pobiegłam do Matki Teresy, by jej o wszystkim opowiedzieć. Była pogodna i uśmiechała się. Po wysłuchaniu o wydarzeniu, które przeżyłam, odpowiedziała: Tak, tak, wiem… dając do zrozumienia, że Bóg udzielił jej łaski pocieszenia…”

Strój duchowny, jaki ubrały siostry, był strojem dawnych klarysek. Taki sam, jaki Matka Teresa otrzymała w czasie pierwszych obłóczyn od siostry Franciszki Pauli Terrusa. Suknia była koloru czarnego w kształcie tuniki, szkaplerz, welon, czepek biały i franciszkański sznur. Na szkaplerzu u góry z lewej strony było przyszyte serce, wykonane z sukna koloru czarnego, na którym zostały wyhaftowane litery IHS – Najświętsze Imię Jezusa.

 

Nabożeństwo do Imienia Jezus

Pierwsza siedziba Zgromadzenia

W związku z inicjałami Imienia Jezus, jakie siostry noszą do dziś na swojej sukni, nie możemy przemyśleć pewnego wydarzenia, które rzeczywiście wpłynęło na jeszcze głębsze i radykalne zwrócenie się Matki Teresy do nabożeństwa do Imienia Jezus.

Gdy jeszcze była u Sióstr Miłosierdzia, Matka Zangara powiedziała jej, że otrzymała od Boga polecenie wypalenia na sercu przy pomocy rozżarzonego żelaza Imienia Jezus. Matka Zangara wyrzeźbiła inicjały na zewnątrz, natomiast Matka Teresa, porwana w ekstazę, zobaczyła te same inicjały wyryte tajemniczą ręką w swoim sercu.

Od tego momentu Służebnica Boża, rozmiłowana w Imieniu Jezus stała się tak pobożna, że wybrała Je do herbu zakonnego i jako szczególnego opiekuna Zgromadzenia.

Pod koniec 1905 roku Matka Teresa pragnąc odciąć swoje córki od źle nastawionego do niej środowiska duchownego Corleone, zdecydowała się posłać grupę sióstr kierowaną przez siostrę Beatrycze Turpia do małego miasteczka Patrinico. Siostry otrzymały tam od miejscowego proboszcza ks. Józefa Emma niewielki lokal. W klimacie większego spokoju została otwarta szkoła haftu i szycia dla dziewcząt, które zgłaszały się bardzo licznie do sióstr.

W tym czasie Matka Teresa pozostała w Corleone starając się o uzyskanie zatwierdzenia Reguły, jednak Arcybiskup Monreale, mimo iż zgodził się na pierwsze obłóczyny odkładał z pozwoleniem wątpiąc, czy Zgromadzenie rzeczywiście będzie w stanie się rozwijać. Matka chcąc przyspieszyć zatwierdzenie, starała się o nabycie własnego domu. Zastanawiała się, jak zdobyć tak wielką sumę? Środki finansowe, jakimi dysponowała wspólnota były tak szczupłe, że ledwie wystarczały na potrzeby materialne sióstr. Do kogóż, jak nie do Jezusa, któremu powierzyła założenie Zgromadzenia, miała zwrócić się Matka Teresa? W postawie pokory i zaufania zaczęła zanosić do Boga gorące prośby.

W dniu, w którym bardziej niż kiedy indziej prosiła o Bożą pomoc, czuła że powinna zwrócić się do swojego ojczyma, pana Gaetano Imperatore, do którego napisała list wyjaśniając, jakie trudności przeżywa wspólnota i prosząc go o pomoc finansową w nabyciu domu. Pan Imperatore nie chcąc zawieść zaufania swojej ukochanej córki, po południu tego samego dnia udał się do Matki Teresy i osobiście przekazał jej kopertą z zawartością trzech tysięcy lirów, pokaźną sumę jak na owe czasy.

„Weź moje dziecko, powiedział wzruszony i zrób z tym, co chcesz”. Matka i Siostry widząc w tym znaku pomoc Bożą rozpłakały się z radości i z jeszcze większą gorliwością zabrały się do realizowania dzieła.

Dom, który matka chciała wówczas nabyć jest dziś domem macierzystym. Stał się prawdziwą kolebką Zgromadzenia, skromnym i cichym schronieniem, gdzie w modlitwie i umartwieniu Służebnica Boża mogła umacniać fundamenty Zgromadzenia. Akt nabycia domu został podpisany 8 września 1906 roku u notariusza Mikołaja Chiara. Zauważył on, że tego dnia jest Święto Narodzenia Najświętszej Maryi Panny i dodał poruszony i ucieszony:

„Dziś urodziła się Matka Boża i dziś rodzi się nowe Zgromadzenie”. Mówiąc to wziął do ręki pióro, by spisać akt nabycia domu. Suma 5 tysięcy lirów, jaką zażądano za dom, została zebrana bez większych trudności dzięki wspaniałomyślnej ofierze złożonej przez pana Imperatore.

Dom w istocie nie był zbyt pięknym budynkiem. Pomieszczenia były tak zniszczone, że domagały się natychmiastowego remontu, zanim wspólnota mogła się do niego przenieść. Matka Teresa wybrała ten dom spośród innych, ponieważ był blisko kościoła św. Katarzyny Aleksandryjskiej, dając możliwość połączenia za zgodą Arcybiskupa Monreale.

Remonty rozpoczęły się w październiku tego samego roku i trwały do końca maja 1907 roku.

Matka Teresa pragnąc być blisko dokonujących się zmian codziennie udawała się z ulicy św. Dominika, gdzie jeszcze rezydowała wspólnota na plac budowy nie zważając na przeszkody i zimno, które było w tym roku wyjątkowe z powodu dużych opadów śniegu. Pragnienie szybkiego przeniesienia Zgromadzenia do własnego domu pomagały jej pokonać wszystkie trudności.

Nie brakowało nadal trudności ekonomicznych. Środki finansowe nie były zbyt wielkie, dlatego siostry musiały z wielu rzeczy rezygnować, by kontynuować prace remontowe. Gdy roboty dobiegały końca, zabrakło zupełnie pieniędzy. Trzeba było koniecznie zapłacić robotnikom, którzy domagali się wypłaty. Należało się im 500 lirów. Jak zwykle w takich sytuacjach Matka Teresa rozpoczęła modlitwę. Pewnego dnia zwróciła się do przyjaciółki, która ją bardzo kochała i szanowała. Kobieta, zainspirowana przez Boga, w tych dniach często myślała o wielkich ofiarach, jakie musiała znosić Matka Teresa. Pragnąc jej pomóc przygotowała dla niej właśnie sumę 500 lirów, którą Matka potrzebowała.

Szczęśliwa, że może jej pomóc w trudnościach, przekazując sumę powiedziała:

„Weź, zachowała te pieniądze dla ciebie, przekonana, że będą ci potrzebne”.

Dzięki temu opatrznościowemu darowi, Matka zadowolona mogła spłacić długi i podziękować Bogu za Jego wyraźną pomoc.

Po ukończeniu koniecznych prac, zostawiając wynajęty dom, siostry przeniosły się z wielką radością na nowe miejsce. Było to 27 maja 1907 roku.

Aby cieszyć się stałą obecnością Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie Matka pośpieszyła z prośbą do Arcybiskupa Monreale o pozwolenie wykonania połączenia z sąsiadującym kościołem.
Arcybiskup chętnie zgodził się i 20 września tego samego roku dom Zgromadzenia został połączony z kościołem.

Dzień 25 listopada, święto św. Katarzyny Aleksandryjskiej, przebiegało w szczególnej radości zarówno dla miasteczka jak też dla sióstr. Siostry nareszcie miały kościół a w nim Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, którego pomocy bardzo potrzebowały, by móc pokonać jeszcze wiele prób.

 

Kolejne trudności

Rzeczywiście, trudności nie zmniejszały się. Dekret papieża św. Piusa X stał się przyczyną wielkiego zmartwienia Matki Teresy. Zakazywał tworzenia nowych zgromadzeń zakonnych bez specjalnego pozwolenia Kongregacji do spraw Zakonów. Przed kanonicznym zatwierdzeniem zgromadzenia trzeba było przesłać do Stolicy Apostolskiej kopię reguły, ja również relację z wyjaśnieniem celów i działalności zgromadzenia. Arcybiskup Monreale nie wykazywał jednak zbyt wielkiego zainteresowania Zgromadzeniem założonym przez Matkę Teresę, uważając że dzieło ma niewielkie możliwości rozwoju. Nie podejmował też żadnych starań, by Stolica Apostolska zatwierdziła zgromadzenie. Mijały miesiące niepokoju i oczekiwania. Aby zapobiec upadkowi dzieła w chwili powstania, zasugerowano Matce Teresie, by się poddała opiece Zakonu Franciszkańskiego. W całkowitej niepewności jak dalej postępować, Matka Teresa zwróciła się do o. Restivo i przypominając mu jak wielkim niebezpieczeństwem jest dekret papieski, zapytała go, czy nie powinna afiliować Zgromadzenia do Trzeciego Zakonu św. Franciszka, do którego on należał.

O. Restivo próbował jednak powstrzymać ją przed taką decyzją, ponieważ był przekonany, że nie było to wolą Bożą. Poza tym, przypomniał Matce Teresie, że na przyłączenie się do Trzeciego Zakonu potrzebne jest również pozwolenie Stolicy Apostolskiej, poparte przez miejscowego biskupa. Arcybiskup z pewnością nie podjąłby w tym kierunku żadnych wysiłków.

Rzeczywiście o. Restivo nie mylił się! Gdy arcybiskupem Monreale był abp Lancia di Brolo, na próżno Matka Teresa i siostry spodziewały się jego pomocy. Długie lata Zgromadzenie pozostawało w zapomnieniu i niepewności.
Tylko o. Restivo, już podeszły w latach, cierpiący i prawie ślepy, na odległość nie przestawał dodawać otuchy i umacniać Matkę Teresę. Zachęcał ją, by nie poddawała się z powodu nieporozumień i prób, jakie musiała przejść.

Inni założyciele zakonów i zgromadzeń również doświadczali przeszkód ze strony biskupów i papieży. Mówił jej, by we wszystkim zaufała Bogu wielbiąc Go za wszystko.

Nie mogąc bardziej aktywnie pomagać Zgromadzeniu, o Restivo napisał list do kanonika Vinci da Corleone polecając mu Matkę Teresę i jej Zgromadzenie. Przekonany, że Bóg chce tego zgromadzenia gorąco prosił, aby je poparł i pomógł w zapewnieniu osobowości prawnej.

W 1912 roku, cicho i pokornie jak żył, o. Restivo odszedł do nieba. Razem z nim Matka Teresa i Zgromadzenie straciło swojego pomocnika, doradcę i ojca.
Bardzo pragnę, napisał do Matki Teresy, zobaczyć wszystkie moje córki, ale ufam i modlę się, by Bóg pozwolił mi zobaczyć je w niebie”.

Z pewnością czuwa on z nieba nad Zgromadzeniem, dla którego tak wiele wycierpiał, za który modlił się i troszczył.

Siostry, pozbawione swojego ojca musiały czekać długie lata, zanim się ktoś nimi zainteresował.

 

Zatwierdzenie Zgromadzenia

i przyłączenie do Trzeciego Zakonu św. Franciszka

 

Sługa Boży abp August Antoni Intreccialagli został nowym arcybiskup Monreale.

Matka Teresa, jak wynika z listów napisanych przez abpa Intreccialagli, zwracała się do niego kilkakrotnie od 1913 roku, gdy był on Administratorem Apostolskim Monreale i rezydował jeszcze jako biskup w Caltanissetta.

Wyczuwając wielkiego ducha u Matki Teresy, wysoko ocenił ideał życia zakonnego, dlatego napisał do niej: „Kiedy, jeśli Bóg zechce, przeniosę się ostatecznie do Monreale, zajmę się osobiście waszą wspólnotą”.

Zanim jednak do tego doszło, musiały minąć kolejne długie lata. Dopiero w 1921 roku, gdy abp Intreccialagli przeniósł się do Monreale, zajął się Zgromadzeniem wypełniając w ten sposób swoją obietnicę. Po zapoznaniu się z Konstytucjami stwierdził, że zostały one sformułowane dla oblatek żyjących przy klasztorze Wniebowzięcia NMP i św. Klary, a nie dla zakonnic.

Po upewnieniu się, że Matka Teresa chce założyć prawdziwe zgromadzenie, którego członkinie będą żyć ślubami przyrzekając rady ewangeliczne, przekazał z powrotem Konstytucje do przepracowania. Wskazał, aby Matka jasno określiła cel dla Zgromadzenia, jak również styl życia sióstr oraz ostateczną nazwę Zgromadzenia. Gdy wszystkie trudności zostały ostatecznie pokonane przez Matkę Teresę, po 19 latach niepewnego oczekiwania, abp Intreccialagli wydał pierwsze zatwierdzenie Zgromadzenia pisząc w dodatku do Konstytucji:

Monreale, 6 stycznia 1922

„Zatwierdzamy na czas próby Konstytucje, życząc aby Zgromadzenie wzrastało, rozszerzało się i przynosiło dobro dla dusz na większą chwałę Bożą”.

Radość Matki Teresy i jej córek osiągnęła moment szczytowy, gdy Arcybiskup dekretem z dnia 23 marca tego samego roku udzielił pozwolenia na złożenie pierwszych ślubów zakonn